| MENU: Strona główna Dodaj tekst POLECAMY: Katalog Stron Ogłoszenia Sennik Voip |
A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z 1 2 3 4 5 6 7 8 9 0 |
||
|
Taktowani werblem sekund Pan Duże Pe [Du?e Pe] Aaa, tu 3atwo wyblaknąa i 3atwo uschnąa Szelest werbli sekund, otula pustką Meczy gnuśną musztrą, nie daje myślea Biada, okrada z odczua, ma taką misje Zgasi w zarodku ka?dą iskre buntu Gdy przyśniesz, cichcem pryśnie, a w podarunku Zostawi zawiśa, obawy przed uczuciami Zabe3ta piekny b3ekit, znacie to sami Znikamy, coraz mniejsi z ka?dą chwilą I tylko te wersy dają odroczya wyrok Nadwra?liwośa to mój wróg, znak zapytania Doros3ośa jak początek umierania [Refren] Taktowani werblem sekund Szukamy leku w mleku sufitu Pozorna biernośa, wewnątrz godziny szczytu żyje, póki z g3ośników leje sie ten balsam Jest nas coraz mniej, mo?esz policzya nas na palcach x2 [Blef] Wokó3 werbli sekund, wyścig Daytona W środku zgie3ku ja, z ?yciem jak cyrk Monthy Python'a Musze kompletowaa rano uczua kola?, bedąc kaleki Czua nie umiem, jak manekin Wiem jednak jak to robia, byle zdą?ya Kiedyś siega3em gwiazd biorąc je za nocnej szaty cekin Dzien okrada3, noc karmiąc umieszcza3a wyobra1ni Teraz to ju? tylko osad, dawny jak z papierosa Kolejno tląc sie dogasa3, ja widzia3em w ten dzien Który gasi3 gwiazdy, wed3ug odwiecznych zasad I meczy mnie ten sta3y falstart Kiedy pustka bierze moje cia3o w zastaw To uk3on ku temu, ?eby staa sie kuk3ą Gdy nie nadą?a za mną cien, dbam o wersów smuk3ośa By sie ustrzec, nie chce, by znika3o szybciej me odbicie w lustrze [Refren] Taktowani werblem sekund Szukamy leku w mleku sufitu Pozorna biernośa, wewnątrz godziny szczytu żyje, póki z g3ośników leje sie ten balsam Jest nas coraz mniej, mo?esz policzya nas na palcach x2 [Eldo] Taktowani werblem sekund, taktowani werblem wieku Taktowani przez dwa 1200, cz3owieku Mówią, jesteś zimnym skurwysynem Ten typ, gbur, mówią, zabierając mi chwile Wiesz, to ten biznes, wiec hate'uj gre, a zostaw gracza To w3aśnie gracz ląduje na dnie Znam takich, co chcą sk3ócia nas przeciw sobie Zarządzaa naszym czasem, mącia w g3owie Tymczasem, wiesz, martwie sie co z moim sercem Z tą dziurą co zostaje, gdy wyrwe fragment z tekstem Z ka?dym hertzem jestem bli?szy do trumny Brat z obojetnością, za pan brat z ignorancją Nie pytaj mnie, pytaj tych co w wieczór tanczą Ja walcze z kartką, ja walcze z tym co widzą inni I mam nadzieje, ?e na sądzie nie us3ysze winny 522 ulicami mego miasta mknie Dobranoc, niech powieka zamknie 3ze [Du?e Pe] Zegar tyka, a nasza parka tka losu arkan Sarkazm zamyka palce na naszych karkach Wtuleni w palta myśli obojetnych Robimy wszystko, aby stepia checi Zakleci w metlik gdzieś na ?ycia petli Czekamy spieci, bo po raz enty Centymetry dzielą nas od straty siebie Czy damy rade, naprawde nie wiem Level level low, czwarta nad ranem Myśle sobie o tym co zosta3o zapisane Przystanek zmartwychwstanie, prolog w drodze do raju Zmarszczkami szyn sp3yne3y pierwsze 3zy tramwajów (Level level low, czwarta nad ranem Myśle sobie o tym co zosta3o zapisane Przystanek zmartwychwstanie, prolog w drodze do raju Zmarszczkami szyn sp3yne3y pierwsze 3zy tramwajów) [Refren] Taktowani werblem sekund Szukamy leku w mleku sufitu Pozorna biernośa, wewnątrz godziny szczytu żyje, póki z g3ośników leje sie ten balsam Jest nas coraz mniej, mo?esz policzya nas na palcach x4 |
|||